22 marca 2017

Koralikowo-cekinowy gorset V

Najdrożsi czytelnicy,
dziś pokażemy Wam kolejną wersję gorsetu haftowanego koralikami i cekinami. Zainteresowanych zapraszamy do obejrzenia zdjęć :)



Wzór przedstawiany w dzisiejszym wpisie pojawił się już na Naszym blogu w poście pt. Koralikowo-cekinowy gorset II. Jeśli dobrze się wpatrzycie w oba wzory od razu zauważycie, że są takie same, ale kolorystyka już inna. Po pierwsze kolor aksamitu jest w tym przypadku czerwony, po drugie zmieniony został układ i kolory użytych materiałów; dominują tutaj cekiny nad koralikami.


Na koniec pytanie: która wersja bardziej Wam się podoba: zielona czy czerwona? Nam osobiście obie podobają się tak samo, chociaż czerwony gorset zdaje się być bardziej "żywszy" niż zielony.


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M. i M.


PS. Zawieszki bożonarodzeniowe skończone :) Czekam na lepszą pogodę za oknem, by móc je sfotografować, bo deszcz i mgła zdecydowanie temu nie służą :/ M.

PS 2. Kochani, zastanawiam się nad organizacją fajnego (tak mi się wydaje ;) i dosyć sporego SAL-u (około 24 etapów), dlatego chciałam Was spytać jak u Was z wolnym czasem na haftowanie? Na razie pytam o czas, bo wiem, że wiele z Was już jest zapisanych na rozmaite zabawy, a te zabierają sporo czasu. Póki co nie chcę zdradzać większych szczegółów, ale nadmienię, że poszczególne etapy SAL-u byłby przeznaczone dla dzieci; innymi słowy SAL miałby przyczynić się do edukacji dzieci :) Ja jako przyszła mama i tak mam zamiar zrealizować ten projekt, ale może któraś z Was również miałaby na to ochotę. Z pewnością są wśród Was mamy, ciocie i babcie, które mogą sprawić duży, ciekawy i edukacyjny prezent dla swoich dzieci, siostrzeńców, wnuków itp. Co sądzicie o moim pomyśle? M.

18 marca 2017

Patchwork'owe poszewki na poduszki z królikami

Najmilsi czytelnicy,
wracam do Was po dłuższej i nieprzewidzianej przerwie. Będzie wiosennie i pastelowo. Zapraszam do lektury :)



Pewnie większość z Was temat Wielkanocy ma już za sobą, co z resztą widać na Waszych blogach. Ja tytułowe wielkanocne poszewki wyhaftowałam w mgnieniu oka jeszcze w lutym, ale brak odpowiednich kolorów tasiemek skutecznie odwlekł publikację wpisu. Zacznijmy jednak od początku...


Jakiś czas temu trafiłam na blog Luli, który od razu przypadł mi do gustu, chociaż jest prowadzony w niezrozumiałym dla mnie języku włoskim. Urzekła mnie jego prostota oraz minimalizm, zarówno w kwestii treści wpisów jak i zdjęć, a także wzorów. Luli zamieszcza i udostępnia swoje wzory, które charakteryzuje umiar i przejrzystość w formie oraz niewielka liczba kolorów. Jak dla mnie: super! Króliki goszczące na moich poszewkach (a raczej kwadratach) również pochodzą z bloga Luli. Wzór jest bardzo uniwersalny, gdyż można go wyhaftować dosłownie każdym kolorem według własnego uznania. Ja zdecydowałam się na kolory pastelowe: biały, jasnoróżowy i jasnoszary. Skąd wybór takich kolorów? Otóż udało mi się kupić mój ulubiony i chyba wszystkim dobrze już znany słowacki len syntetyczny. Kolor ten nie prezentował się najlepiej w towarzystwie mocnego fioletu, granatu i czerwieni na półce w sklepie, ale wyobraziłam go sobie w zestawieniu właśnie z bielą i szarością, które miałam już w domu. Zaryzykowałam i przyznam nieskromnie, że to trio kolorystyczne to strzał w 10, przynajmniej dla mnie. Żaden z tych kolorów nie dominuje, wszystkie są równie piękne. 


Co do nici... biała i szara mulina to Ariadna, zaś różowa Anchor. Dobierałam je sama i choć pomyślicie, że przecież to banalnie proste, to ja wcale tak nie uważam, no może nie akurat w tym przypadku, ale na pewno gdy dobiera się większą ilość kolorów. Ostatnio znalazłam w sieci fajny wiosenny wzór, nawet udało mi się przyporządkować w miarę pasujące kolory i nagle... przypadkowo zmniejszyłam sobie jasność ekranu i... cała praca poszła na marne. Wiem, wiem, mało kto by się tym przejął, ale ja to ja i tak już mam, że jak coś popsuje mi całą pracę, to potrzebuję sporo czasu żeby do tego wrócić. Domyślacie się pewnie, że nie wzięłam się za nowy haft, tylko zaczęłam zadawać sobie głupie i niepotrzebne pytania: ale jak to? dlaczego? czemu akurat teraz? Całe to filozofowanie nad tematem koloru nici a jasnością ekranu sprawiło, że z powrotem schowałam muliny do pudełek :/ Teraz oczywiście żałuję, bo wystarczyło wrócić do poprzedniego stanu ekranu i zabrać się za haft, no ale co zrobić, gdy twój pedantyzm bierze górę? Nic. Co najwyżej odczekać kilka dni i ponowić próbę. Oczywiście do dziś dnia tego nie zrobiłam; najwyraźniej potrzebuję jeszcze trochę czasu...

Wracając jednak do tematu królików... haftowało się je łatwo, szybko i przyjemnie. Nasunął mi się pomysł, by coś dodać od siebie i postanowiłam dorobić im małe kokardki. Tasiemek satynowych u mnie sporo, ale białej i szarej nie znajdziesz, więc konieczna była wizyta w pasmanterii. Gdy już przygotowałam wszystkie kokardki i przymierzyłam je do królików przyszła wielka chwila zawahania; przyszywać je czy nie? pasują czy nie? Kochani, pomóżcie i napiszcie czy króliki lepiej wyglądają z kokardkami czy może jednak bez. Mi podobają się i takie, i takie, i nie potrafię się zdecydować :/ Dla ułatwienia zrobiłam zdjęcia porównawcze:


Tutaj zbliżenie na haft:


Kochani, jak tylko podejmę decyzję co z kokardkami od razu zabieram się za szycie poszewek. Ostatnimi czasy szyję ręcznie zawieszki bożonarodzeniowe, które skończyłam haftować prawie rok temu :O Jak widać niektóre projekty wymagają większego nakładu czasu i pracy ;) W każdym razie co miałam doszyć lub przyszyć do zawieszek jest już zrobione, jedna nawet jest już gotowa, ale pokażę je Wam dopiero, gdy skończę wszystkie.

Na dziś to tyle. Oczywiście dziękuję, również w imieniu dużej M. za wszystkie Wasze komentarze pod ostatnim postem, a właściwie to pod wszystkimi opublikowanymi do tej pory postami :))) Motywują, że hej :)))
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie z królikowej sesji:


Do rozdzielania kolejnej nitki :)


M.

7 marca 2017

Góralska chusta z frędzlami, czyli smatka ze strzympkami

Kochani czytelnicy,
mamy nadzieję, że wszędzie u Was zawitała już wiosna. Na Podhale przyszła kilka tygodni temu i oby została już na stałe :) Wiemy, że ostatni post dotyczył stroju góralskiego, ale co zrobić, gdy do pokazania mamy Wam jeszcze wiele jego elementów. Dziś, dla odmiany i zdaje się pierwszy raz, pokażemy haftowaną chustę, no bo kto powiedział, że chusty nie można wyhaftować? Ano można, więc i haftujemy. Ciekawych efektów zapraszamy do lektury i obejrzenia zdjęć :)



Na początek małe wyjaśnienie dla nie-górali ;) Tak jak w tytule posta: na chustę mówi się smatka, zaś na ozdobne frędzle strzympki. Smatka bez strzympek istnieje, ale strzympki bez smatki już nie, ot taka dewiza ;) W tej kwestii to już tyle, choć można by było na temat smatki napisać zupełnie oddzielny post, ale o tym może kiedy indziej.

Chusta została zamówiona przez Pana nie-górala (wiemy, że brzmi to podejrzanie, ale cóż; Nasz klient, Nasz Pan :) Nasze przeczucia podpowiadają Nam, że będzie ona prezentem, bo przecież panowie ich nie noszą, chociaż w dobie dzisiejszych czasów nic nie jest pewne :D W każdym razie obdarowana Pani powinna, mamy nadzieję, poczuć się w niej wyjątkowo. Wzór został specjalnie narysowany na życzenie zamawiającego; przedstawia on piwonie w kolorach różowym, łososiowym i jasno czerwonym. Do haftu użyto muliny Ariadna oraz koraliki szklane. Haft postał na tkaninie merino w jasno łososiowym kolorze.


Co do strzympek, nie zajmujemy się ich przyprawianiym, czyli mocowaniem do chusty. Od tego są inni specjaliści. Tak jak wiele jest hafciarek, tak i wiele jest kobiet, które zajmują się wyłącznie strzympkami. Każda Pani ma swój styl, swoje techniki i swoje wzory. Frędzle przy Naszej chuście, według Nas, zostały splecione w dość oryginalny i nowatorski sposób, zdecydowanie nie tradycyjny (a chust widziałyśmy wiele).


I wzór, i kolory, i frędzle sprawiają, że chusta jest raczej w stylu nowoczesnym i będzie stanowić uzupełnienie ubioru odświętnego, ale niekoniecznie góralskiego. 


Kochani, koniecznie napiszcie czy smatka ze strzympkami przypadła Wam do gustu. Chcemy także powtórzyć i podkreślić informację na temat zdjęć całych haftów: jeśli takie zdjęcie nie zostało zamieszczone na blogu, oznacza to, że istnieją istotne powody, by się tu nie znalazło. Pisałyśmy o tym wielokrotnie, głównie w odpowiedziach na komentarze, dlatego prosimy o wyrozumiałość i cierpliwość.


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M. i M.

28 lutego 2017

Koralikowo-cekinowy gorset IV

Drodzy czytelnicy,
serdecznie zapraszamy na kolejną porcję koralików :)



Jak już wspominaliśmy na Podhalu trwa moda na koraliki i cekiny, przynajmniej u Nas. We wzorach dominują liczne kwiaty, ale raczej w stylistyce groteskowej, tzn. kształty kwiatów są, a w rzeczywistości raczej nigdy ich nie znajdziemy :)

We wzorach wykorzystujemy różnego rodzaju koraliki, od plastikowych, po szklane; od przeźroczystych, po matowe; od okrągłych, po podłużne. Innymi słowy: znajdziecie tu niemal wszystkie rodzaje koralików.

A oto kilka zbliżeń na wzór:


Tak jak zwykle to bywa w przypadku haftu koralikowego, również i ten wzór został wyhaftowany na aksamicie. Jest to bardzo wdzięczny materiał, jeśli chodzi o koraliki. Jego włóknista struktura unieruchamia w miejscu koraliki.

Tyle na dziś. Do zobaczenia wkrótce :)


I do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M. i M.






22 lutego 2017

Liebster Award

Kochani czytelnicy,
kilka dni temu zostałam nominowana przez Ewę Gawlik z bloga Biblioteka haftu do Liebster Award. Oto krótka informacja na temat tej nominacji: "Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu wyróżnienia należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz od 5 - 11 blogów, które działają od niedawna lub mają mniejszą liczbę obserwujących, tak by też miały szansę zaistnieć w blogowej społeczności oraz zadajesz im swoich 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie. Zabawa nie jest przymusem".


Z racji, iż bloga prowadzę razem z dużą M., która obecnie ma mnóstwo pracy, postanowiłam, że na pytania będę odpowiadać wyłącznie ja, czyli mała M. :)


Ewa zadała następujące pytania:

1. Jakie jest Twoje największe marzenie?

Mam mnóstwo marzeń. W każdej sferze życia: w rodzinie, w życiu zawodowym, w podróżach itp. mam jakieś jedno najważniejsze marzenie, do którego staram się dążyć; np. w hafciarstwie marzę, by mieć więcej czasu na sam proces haftowania.

2. Dokąd wyruszysz w wymarzoną podróż?

Mam nadzieję, że w Góry Korab na Półwyspie Bałkańskim.

3. Jaką książkę polecisz na długie zimowe wieczory?

Ogólnie najbardziej lubię czytać różnego rodzaju poradniki. Ostatnimi czasy czytam poradnik na temat zachowań psów; w końcu mam w domu dwa i nie zawsze współpracują ze sobą tak jakbym tego chciała.

4. Skąd pomysł na to żeby założyć bloga?

Założenie było takie: blog to galeria Naszych prac. Chodziło o to, by każdy mógł co nieco zobaczyć co obecnie haftujemy, by przyciągnąć do siebie nowych klientów.

5. Jakiego rodzaju rękodzieła najbardziej chciałabyś się nauczyć?

Bardzo podobają mi się ozdoby robione na szydełku, tylko nie wiem czy to rękodzieło jest na moje nerwy ;) 

6. Co najbardziej lubisz jeść, a czego za żadne skarby świata nie zjesz?

Najbardziej lubię potrawy z makaronem i warzywami, czasem ze "stuckom" :D Nigdy w życiu nie zjem wątróbki, żołądków, serduszek i innych organów. N I G D Y!

7. Jaka piosenka, zespół, koncert wzbudza w Tobie miłe wspomnienia?

Miłe wspomnienia wzbudza we mnie...
...piosenka Lutka zespołu S.A.R.S. <3,
...zespół Queen z Freddiem Mercurym na czele oraz Pink Floyd z Davidem Gilmourem,
...koncerty Andrzeja Brandstattera z Przyjaciółmi w ramach Wierchowych Spotkań. 

8. Jakiej cechy charakteru w sobie najbardziej nie lubisz?

Zdecydowanie nerwowości i bezpośredniego podejścia... chociaż czasem bardzo się przydają :)

9. Film w kinie czy w domowym zaciszu?

I tu i tu, zależy jaki film.

10. Jak długo zajmuje Ci napisanie wpisu na bloga?

Czasem pół godziny, a czasem nawet kilka dni. Wszystko zależy od ilości wolnego czasu, weny i pomysłu.

11. Kto był Twoim idolem gdy miałaś naście lat?

Na prawdę próbowałam sobie przypomnieć te nastoletnie lata, ale żadna piosenka nie przychodzi mi do głowy. Pamiętam za to, że w podstawówce słuchałam Britney Spears i Ich Troje :D.


Tyle o mnie. Pora na kolejne osoby, dla których przygotowałam następujące pytania:


1. Czasopismo ze wzorami haftu krzyżykowego, które najchętniej i najczęściej kupujesz?
2. Największa praca jaką wyhaftowałam krzyżykami ma ... cm na ... cm.
3. Moją ulubioną techniką rękodzielniczą jest ... W ramach przerwy lubię ...
4. Mam w domu zwierzaki: ... psy i ... koty. Nazywają się ...
5. Czy spotkałaś się kiedyś w realu z inną blogerką-haciarką? Którą?
6. Miejsce w Polsce, do którego masz ogromny sentyment to ...
7. Miejsce w Tatrach, które najbardziej lubisz to ... 
8. Czy w regionie, w którym mieszkasz nosi się jakiś strój? Jaki? (liczę na zdjęcie)
9. Podróże pociągiem, statkiem czy samolotem?
10. Czy wybierając się w podróż zabierasz ze sobą jakieś haftowanko?
11. Mieszkasz na wsi czy w mieście?

Do odpowiedzi proszę następujące osoby: 
Brodziszka z bloga od haftu do haftu
Asa_6niebo z bloga Szóste niebo - robótki ręczne
Karolina z bloga Bawełniane niteczki
Cytrulina z bloga Cytrulina Hand Made

Wiem, że osób nominowanych miało być minimum 5, ale przeglądnęłam całą listę obserwowanych blogów i okazało się, że większość z Was prowadzi swoje blogi znacznie dłużej niż mój wyznacznik, czyli 2016 rok. Dało to mi też do myślenia, że chyba należy poświecić blogowi nieco więcej czasu i poznać kolejnych rękodzielników :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.


17 lutego 2017

A gaggle of geese

Kochani czytelnicy,
wiem, wiem... ostatnio u mnie cisza, ale tak to jest, gdy pracy dużo, a ręce tylko dwie. Dziś pokażę Wam bardzo prosty haft, który wykonałam jeszcze w grudniu zeszłego roku. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia zdjęć :)



A gaggle of geese, czyli stado gęsi znalazłam całkiem przypadkiem, przeglądając Internet. Wzór od razu bardzo mi się spodobał, w końcu są to ptaki, a tych jestem ogromną fanką. Zgodnie z "przepisem" i ja mam zamiar wykorzystać ten haft do uszycia poszewki na poduszkę. Muszę najpierw wybrać się na jakieś zakupy materiałowe, bo pustki w szufladach są ogromne.
A... wzór gąsek można znaleźć w Cross Stitch Collection Issue 254 October 2015.


Gąski haftowałam na lnie naturalnym w kolorze szarym jedną nitką muliny Ariadna (biały) i DMC. A propos lnu... nigdy nie haftowałam na lnie firmy Zweigart i mam przeogromną ochotę w końcu go przetestować. Gdybyście mieli polecić mi jakiś uniwersalny odcień, jaki by to był? Pytam, bo widziałam na wielu Waszych blogach różne kolory, każdy piękny i nie umiem się zdecydować, który zamówić. Jestem wielce zauroczona tym w kropki: Belfast Petit Point, ale stwierdziłam, że nadaje się on raczej na hafty zimowe, a od tych mam zamiar nieco odpocząć, w końcu wiosna zbliża się coraz większymi krokami. Nie żeby znudził mi się mój pasmanteryjny len na metry: ma piękny kolor, równy splot, krzyżyki są równe, tylko chciałabym spróbować czegoś nowego :)


Na dziś to tyle, mam nadzieję, że gąski przypadły Wam do gustu, a już wkrótce kolejna porcja góralszczyzny, tym razem haftowanej nićmi. Dla zwyciężczyń konkursu mam informację, iż paczki prawie są już w 100% skompletowane i tak jak obiecałam zostaną wysłane do końca lutego :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

5 lutego 2017

Wyniki konkursu urodzinowego

Kochani czytelnicy,
dziś długo wyczekiwane przez Was wyniki konkursu urodzinowego. Przepraszam, że kazałam na nie odrobinę zbyt długo czekać, ale czas ferii to dla mnie czas większej ilości pracy.


Dziewczyny: Agata, Viola, Dorota, Joanna, Ewa, Iwona, Cytrulina, Agnieszka i Małgorzata DZIĘKUJĘ Wam każdej z osobna za udział w zabawie oraz jakże ciekawe i oryginalne odpowiedzi na pytanie konkursowe. Przyznaję, że niejednokrotnie wywołały one u Nas z mamą uśmiech na twarzy :)

Co do odpowiedzi... żadna z Was nie podała prawidłowej, dlatego wyłonienie zwyciężczyni było naprawdę bardzo trudne i kłopotliwe. Tylko dwie odpowiedzi w miarę możliwości udało Nam się przypasować do tajemniczego PUPIDOKA. Odpowiedzi te podały... dzieci dwóch uczestniczek :) To Ci niespodzianka, prawda? Większość z Was sugerowało powiązanie tego słowa z haftowaniem, co oczywiście było błędne. Tak jak wspomniałam w regulaminie, mogłyście napisać cokolwiek przyjdzie Wam na myśl. Okazało się, że najlepsze skojarzenia / myśli miały dzieci. W związku z tym zdecydowaliśmy, że nagrody będą dwie. Pierwsza z nich powędruje do Cytruliny i jej pociech, gdyż Bardzo im się to słowo spodobało i bardzo je rozbawiło :) Pozostałej części odpowiedzi ujawniać nie będę, ale pojawiło się tam to słowo, które określa PUPIDOKA. Druga nagroda trafi do Joanny i jej dzieci, które stwierdziły, że PUPIDOK to baśniowy miły smok. Może nie jest to prawdziwy smok, ale znajomy często używa tego określenia zamiast PUPIDOKA. Drogie dziewczyny, koniecznie podziękujcie swoim dzieciom za pomoc; w końcu to one wygrały dla Was ten konkurs :)

Ponadto mamy jedno wyróżnienie za bardzo ciekawe i skrupulatne rozwinięcie tej nazwy. Chociaż odpowiedź nie jest związana z rozwiązaniem, to bardzo urzekła zwłaszcza mamę. Mini nagroda powędruje więc do Ewy Gawlik :)

Drogie dziewczyny, z racji iż nie spodziewaliśmy się kilku nagród, potrzebuję odrobinę czasu na skompletowanie niespodzianek. Proszę Was o wysłanie maili z adresem do wysyłki. Postaram się wysłać wszystkie nagrody jak najszybciej, M.

Zwyciężczynie już znane, więc pewnie zastanawiacie się nad tym PUPIDOKIEM. Nie będę tutaj za dużo pisać, po prostu zobaczcie :)



Skąd PUPIDOK? Od angielskiego określenia szczeniaka, czyli puppy dog. Jako że mamie ciężko było ładnie i z akcentem wypowiedzieć to słowo, powiedziała PUPIDOK :) Taka tajemnica kryła się pod tym słowem. Ktoś pewnie zapyta: no i jak ma się to do haftu, robótek ręcznych? Odpowiedzi znajdziecie na kolejnych zdjęciach :)


Od najmłodszych lat Nasz PUPIDOK wykazywał zainteresowanie materiałami rękodzielniczymi...




Z czasem, oprócz doboru tasiemek, Nasz PUPIDOK zaczął testować tkaniny. Na poniższym zdjęciu sprawdza miękkość i delikatność aksamitu... :)


Materiał przeszedł testy pozytywnie. PUPIDOK to także świetny doradca w wyborach wzorów...


Nadzoruje nie tylko postępy w pracy, ale również efekty końcowe... przygotowuje hafty do sesji zdjęciowych...


Dba o to, by mama robiła sobie przerwy w pracy...


Teraz już wiecie, dlaczego słowo to pojawiło się w nazwie bloga. Oczywiście piesek nie wabi się PUPIDOK, to tylko jego przezwisko. Jego prawdziwe imię to DJ :)

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział w konkursie, mam nadzieję, że dobrze się bawiliście :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.