15 lipca 2017

Z okazji ślubu VI...

Najmilsi,
w końcu mogę Wam pokazać kolejny przykład własnoręcznie robionej kartki ślubnej. Wszystkich ciekawych serdecznie zapraszam do obejrzenia zdjęć :)



Tak jak to było do tej pory kartka ślubna jest w stylu minimalistycznym pod względem zdobień, ale jeśli chodzi o haft to ten minimalizm wcale taki mini nie jest ;) Przyznam, że trochę poszalałam z ilością informacji na kartce. Dotychczas oprócz motywu kwiatowego pojawiały się na kartkach inicjały nowożeńców, natomiast teraz zdecydowałam się na umieszczenie pełnych imion oraz daty ślubu, a wszystko dlatego, że wybrany przez mnie wzór okazał się bardzo mały.


Haft powstał na lnie syntetycznym w kolorze białym dwoma nitkami muliny DMC.

W sesji wzięły udział suszone pąki róż, gdyż wtedy gdy robiłam zdjęcia róże dopiero zaczęły zawiązywać pączki. Myślę, że godnie zastąpiły żywe kwiaty :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

1 lipca 2017

Jesienny płaszcz z żołędziami

Najdrożsi,
wernisaż wystawy już za nami :) W związku z tym chcemy Wam dziś pokazać projekt archiwalny, bo powstały około dwóch lat temu, ale dopiero teraz pojawiła się okazja, by go sfotografować. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do obejrzenia zdjęć :)



Na początku bardzo dziękujemy właścicielce płaszcza (i nie tylko płaszcza), która zgodziła się go wypożyczyć na czas trwania wystawy :)))

Płaszcz nie tylko z powodu nazwy jest jesienny, ale również z powodu koloru, fasonu i motywu: dłuższy, sięgający powyżej kolan płaszcz w kolorze khaki z motywem żołędzi. Materiał to coś w rodzaju połączenia sukna z polarem. Z resztą sami zobaczcie...


Płaszcz w całej okazałości będziecie mogli zobaczyć w fotorelacji z wystawy wraz z innymi okazami :)

Tyle na dziś, a już wkrótce propozycje strojów góralskich ślubnych - w końcu sezon trwa :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

27 czerwca 2017

Mini zakupy hafciarskie + ZAPROSZENIE

Drodzy czytelnicy,
ostatnimi czasy jakoś mnie tu mało, z resztą nie tylko tu, ale również na Waszych blogach :( Rozpoczęły się wakacje, a dla mnie to czas w większości spędzany w pracy. Będziecie musieli mi wybaczyć mniejszą ilość wpisów oraz nie zawsze pozostawiony ślad na Waszych blogach, choć bardzo będę starać się do Was zaglądać. Mam nadzieję, że po wakacjach wszystko wróci do normy.

Wracając jednak do meritum wpisu... dzisiejszy jest dla tych, którzy lubią oglądać zdobycze innych. Co prawda nie jest ich dużo, ale wszystkich ciekawskich co ostatnimi czasy zakupiłam, zapraszam do lektury :)


Zakupy robiłam z znanej pewnie większości z Was pasmanterii internetowej HaftiX. Do zakupów zmusił mnie głównie brak dwóch mulin DMC do najnowszego projektu, ale o nim na początku lipca. Zależało mi na tym, by przesyłka dotarła szybko, żeby móc dohaftować brakujące elementy wzoru. Drugim niemniej ważnym punktem moich zakupów była tkanina pod Piotrusia Królika. Nie łatwo było zdecydować jaki materiał i kolor wybrać, ale dzięki Waszym podpowiedziom ostatecznie wybrałam len obrazkowy 32 ct w kolorze kości słoniowej. Mam nadzieję, że sprawdzi się jako tło Królika; neutralne, ale nie białe.


Kupiłam również na próbę igły tępe w rozmiarze 26/28 dopasowane do lnu. Przyznam szczerze, że nie wiem czy będę nimi potrafiła haftować, bo nigdy nie używałam tego typu igieł; zawsze sięgałam po zwykłe igły z ostrym końcem. Dodatkowo przeraża mnie wielkość ucha igły - mam wrażenie, że zrobi mi wielką dziurę w tkaninie. No cóż... zobaczymy co z tego będzie :/

W paczce znalazła się także srebrna wstążka, którą zaklepałam sobie na FB (zupełnie za darmo :) oraz mała niespodzianka, czyli metalizowana nitka w kolorze różowym nawinięta na plastikową bobinkę. Tasiemkę z pewnością wykorzystam do tworzenia ozdób na Boże Narodzenie, a różową nitkę do pewnej metryczki.


Ponadto zamówiłam dla mamy srebrny ołówek oraz czerwony grafit do kopiowania wzorów. Mama ciągle szuka nowych sposobów na przenoszenie wzorów, zwłaszcza na tzw. tkaniny wymagające.

W minioną sobotę odwiedziłam Empik w GK celem zdobycia gazetki ProFilo nr 102, gdyż w sklepie internetowym była ona niedostępna. Na moje nieszczęście ProFilo nie było :( Chciałam nawet kupić jakieś inne czasopismo na pocieszenie, ale nie znalazłam nic godnego uwagi, zupełnie nic. Jedyne co kupiłam to dwa opakowania płaskich cekinów w odcieniach zieleni, ale to raczej zakup dla mamy niż dla mnie. Akurat wszystkie cekiny i koraliki są teraz objęte 70% zniżką, więc jeśli ktoś z Was ma po drodze do GK, to warto ją odwiedzić, bo wybór jest na prawdę duży. Jest to świetna okazja dla osób zajmujących się robieniem biżuterii.

To tyle moich hafciarskich zakupów, pora na zaproszenie...

Kochani, razem z mamą chcemy wszystkich Was zaprosić na "Wystawę twórców ludowych z Dzianisza", której wernisaż odbędzie się w najbliższy piątek (30.06.2017 r.) w Centrum Tradycji i Turystyki w Kościelisku przy ul. Nędzy-Kubińca 136. Wystawa potraw do końca sierpnia, będzie można ją obejrzeć od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 16.00. 


Na wystawie będzie można obejrzeć prace m.in. moje, mamy, mojej siostry oraz wielu innych artystów. Tematyka prac będzie rozległa, począwszy od różnych technik haftu, poprzez wyroby kaletnicze aż po snycerskie.

Zatem, jeśli ktoś z Was wybiera się na wakacje do Zakopanego lub okolic, to zachęcam do wstąpienia do CTiT na wystawę :) Dla tych, którym nie uda się dotrzeć, przygotuję fotorelację z wystawy.

Tyle na dziś, do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

15 czerwca 2017

Gąski

Najmilsi czytelnicy,
wracam po urlopie :) Blog czeka i mam nadzieję, że i Wy czekacie :)

Wiecie doskonale, że jestem ogromną fanką ptasich wzorów, jeśli chodzi o haft krzyżykowy. Nie tak dawno prezentowałam Wam stadko śnieżnobiałych gąsek i tak bardzo motyw ten przypadł mi do gustu, że postanowiłam wyhaftować kolejne. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do obejrzenia jednej z gąsek :)



Jako tkaninę do haftu wybrałam ponownie len w kolorze naturalnym; dokładnie ten sam, na którym powstało śnieżnobiałe stadko. Jest to polski len o nieznanej mi ilości ściegów; po prostu fajny len, na którym dobrze się haftuje :) Teraz, gdy mam już wyhaftowaną jedną gąskę, uważam, że mogłam wybrać inny kolor tkaniny, bo szare odcienie mulin i szary len za bardzo się zlewają przez co gąski są nieco słabo widoczne. Oczywiście mogłam najpierw przymierzyć muliny do lnu, ale z racji, iż nie miałam większości kolorów zaczęłam haftować tymi, które miałam. Tak to jest, gdy człowiek jest w gorącej wodzie kąpany i chciałby szybko zacząć haftować. No cóż, następnym razem nim zacznę nowy projekt wpierw skompletuję wszystkie muliny i sprawdzę jak będą prezentować się na wybranym kolorze materiału. W każdym razie gąski i tak będą mi się podobać, już ja to wiem ;)


Do haftowania użyłam muliny DMC oraz zamiennie Anchor. Zawsze, gdy przymierzam się do haftowania najpierw wybieram mulinę DMC, ale gdy brakuje mi kolorów, a wzór posiada rozpiskę na inne palety jak np. Anchor czy Madeira, sięgam i po te muliny. W przypadku tytułowych gąsek zabrakło mi również kolorów z Anchor :( O tym, że pasmanterie w Zakopanem rzadko uzupełniają braki w kolorach, to już wiecie, dlatego moja pierwsza gąska powstawała dosyć długo. Całe stadko będzie pod względem kolorystycznym mieszanką palet DMC i Anchor. Póki co pierwsza gąska wygląda całkiem w porządku :)


Wzór pochodzi ze strony www.liveinternet.ru.


Wkrótce pojawi się kolejna gąska, a tymczasem do rozdzielenia kolnej nitki :)


M.


PS. Kochani, ogromna prośba do Was: doradźcie mi jaki rodzaj tkaniny (np. len obrazkowy itp.) i kolor wybrać do haftowania wzorów Piotrusia Królika? Chcę wyhaftować kilka wzorów, a później je oprawić jako obrazy. Chciałabym, żeby tło było neutralne, ale nie białe. 


Liczę na Waszą pomoc :)

30 maja 2017

Brelok... fiołek

Drodzy czytelnicy,
jakoś brakuje mi w tym miesiącu czasu na blogowanie, dlatego dzisiejszy wpis będzie dotyczył niewielkiego przedmiotu. Chcę Wam pokazać mój sposób na wykorzystanie resztek lnu i kanwy. Zapraszam serdecznie do lektury ☺



Pewnie i Wam zdarzyło się kiedyś, że po wyhaftowaniu wzoru okazało się, że wcale nie jest on wyśrodkowany względem kawałka tkaniny. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak tylko przyciąć materiał tak, by haft znalazł się na środku. Oczywiście maluteńkich kawałków nie warto zostawiać, ale te większe można jeszcze wykorzystać w inny sposób np. na breloki, zakładki lub inne drobne przedmioty i ozdoby.

Z takiego właśnie niewielkiego kawałka lnu powstał tytułowy brelok. Ma on zaledwie 4 cm na 6 cm i świetnie nadaje się do kluczy. Jeśli chodzi o materiał, z którego uszyłam breloczek to jest to len naturalny, dobrze Wam znany ze wcześniejszych wpisów. Haftowałam 1 nitką muliny DMC.


Wzór przedstawiający (na moje oko) fiołka pochodzi z bloga Luli. Odrobinę go uprościłam, gdyż oryginalnie zawierał on także pąk fiołka, który niekoniecznie zmieściłby się na moim kawałku lnu.


Breloczek trafił w ręce sympatycznej Pani o imieniu zaczynającym się na literę B. Mam nadzieję, że prezent przypadł jej do gustu :)))


Mam jeszcze sporo takich skrawków, które właśnie w ten sposób zamierzam wykorzystać, a zatem spodziewajcie się w najbliższym czasie kolejnych wpisów z brelokami. Wzór i muliny już przygotowane ☺

Na dziś to tyle. Czekam na Wasze opinie oraz inne sposoby wykorzystywania takich małych kawałków materiałów.

Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.


PS. Na 99% ulegnie zmianie termin rozpoczęcia SAL-u. Tak się składa, że w czerwcu rozpoczynam urlop i  raczej nie zdążę wszystkiego przygotować :/ W każdym razie wolę Was o tym poinformować wcześniej, niż żebyście mieli być rozczarowani i zawiedzeni. Jedno jest jednak pewne: SAL z pewnością ruszy tylko w późniejszym terminie :) Bądźcie czujni, bo nie znacie dnia ani godziny kiedy zostaną ogłoszone zapisy ;)

17 maja 2017

Patchwork'owe poszewki na poduszki z królikami cz. 2

Drodzy czytelnicy,
wiem, że Wielkanoc była miesiąc temu, ale chcę Wam pokazać poszewki z królikami, które o dziwo udało mi się uszyć jeszcze przed świętami, a że czasu na pokazanie ich w pełniej krasie zabrakło to już inna historia. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)



Wszelkie informacje na temat wzoru, tkaniny i mulin znajdziecie w pierwszej części wpisu

Oczywiście poszewki, by nie powstały, gdyby nie pomoc mamy, która wszywała zamki <3 Sama nie czuję się jeszcze na siłach, by robić to samodzielnie.

Obejrzyjcie zdjęcia i koniecznie napiszcie co o nich sądzicie. Zgodnie z Waszymi podpowiedziami króliki otrzymały kokardki :)


Tyle na dziś. Pora nacieszyć się słoneczkiem (czyt. praca w ogrodzie czeka) :)))

Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

7 maja 2017

Ślubny gorset i katanka

Drodzy czytelnicy,
dziś temat ślubny, a dokładniej propozycja gorsetu i katanki. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć :)



Kochani, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze na temat tulipana. Dzięki nim jeszcze bardziej mi się podoba no i motywujecie mnie do dalszej pracy <3 M.


Zanim napiszemy nieco więcej o samym gorsecie i katance chciałybyśmy bardzo podziękować Naszej klientce za zaufanie :) Napisała do Nas na Facebooku, że jest zainteresowana gorsetem ślubnym, a że lubimy wyzwania, zdecydowałyśmy się od razu na realizację zamówienia. Kilka dni później omówiłyśmy szczegóły, a efekty możecie zobaczyć na zdjęciach.


Wzór został narysowany na podstawie koronki. Są to po prostu kwiaty, bliżej nieokreślonego gatunku ;) Na gorset klientka wybrała atłas, zaś na katankę, niezbędną w wiosennej porze roku, sukno.

Tyle na dziś, czekamy na Wasze opinie :)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M. i M.

27 kwietnia 2017

Poszewka na poduszkę z tulipanem cz. 3

Drodzy czytelnicy,
po prawie roku czekania udało mi się uszyć poszewkę na poduszkę z tulipanem. Zapraszam do lektury :)



Wiem, że baaardzo długo kazałam Wam czekać z ostatecznym efektem, ale przez długi czas nie mogłam znaleźć odpowiedniego koloru wypustki. Odwiedziłam prawie wszystkie pasmanterie i sklepy z tkaninami na Podhalu i w żadnym nie znalazłam wymarzonego odcienia. Odpuściłam całe poszukiwania i zajęłam się innymi projektami. Pewnego dnia, dokupując brakującą mulinę, zapytałam czy mają jakieś wypustki w odcieniach zieleni. Pani miała aż trzy kolory! Nie zastanawiając się ani chwili, kupiłam wszystkie odcienie w ilości na jedną poszewkę. Wiedziałam, że któraś z nich na pewno będzie pasować do tulipana, no i pasowała. Wszystko co było potrzebne do wykończenia poszewki było przyszykowane, ale najzwyczajniej w świecie brakowało mi czasu, by ją uszyć :/ Czy Wy też cierpicie na notoryczny brak czasu? Bo ja zdecydowanie tak. 


Jednym z moich postanowień noworocznych jest ukończenie wszystkich prac rozpoczętych w 2016 roku. Poszewka z tulipanem to jeden z kilku niedokończonych projektów, więc tym bardziej zależało mi, by ją uszyć. Ponadto święta wielkanocne były coraz bliżej i chciałam mieć jakiś wiosenny akcent w domu. Pewnego dnia usiadłam przy maszynie i z pomocą mamy dokończyłam projekt :) Ocenę efektu końcowego pozostawiam Wam. 


Muszę przyznać, że zanim kawałek materiału stał się poszewką, haftowany tulipan nie wzbudzał we mnie zbytnio pozytywnych emocji. Po uszyciu natomiast zaczął mi się bardzo podobać. Jeśli jesteście ciekawi na czym i czym haftowałam tulipana, zapraszam do lektury pierwszej i drugiej części posta.

Tutaj tulipan w całej okazałości :) Z tej serii mam jeszcze wzór na kalię, którą w dalszej przyszłości zamierzam wyhaftować do pary.


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

21 kwietnia 2017

Lniany gorset z różami i niezapominajkami

Kochani czytelnicy,
zgodnie z zapowiedzią na Facebook dzisiejszy wpis dotyczy gorsetu góralskiego. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do lektury i obejrzenia zdjęć :)



Na początku chcemy jednak wszystkim baaardzo podziękować na świąteczne życzenia. W miarę możliwości starałyśmy się Wam wszystkim odpisywać na Waszych bloga, ale z pewnością nie do wszystkich dotarłyśmy, dlatego przepraszamy. Specjalne podziękowania należą się Asi, która zauroczyła Nas mini przesyłką z kartką robioną wspólnie z jej dziećmi oraz miniaturowym uroczym króliczkiem mieszkającym w marchewce <3 Ten mały, ale jakże miły prezent będziecie mogli zobaczyć na Naszym profilu na Instagramie. 

Wracając do tematu wpisu...
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się ile kompletów (gorset + spódnica) góralskich ma w swojej szafie góralka z krwi i kości? Odpowiedź jest prosta: nigdy za wiele ;) Dlaczego? Bo okazja do sprawienia sobie nowego stroju zawsze jest; a to impreza okolicznościowa w rodzinie typu ślub, chrzest, komunia; a to odpust i dożynki w parafii; a to występ zespołu regionalnego, do którego się należy. I tak koło się zamyka ;) Często góralki kupują np. samą tkaninę na spódnicę, a później dopasowują do niej gorset. Jeśli żaden nie pasuje, no cóż, trzeba zamówić nowy.

Tytułowy gorset został właśnie zamówiony przez góralkę z krwi i kości, która aktywnie uczestniczy w kulturalnym życiu górali. Zamówienie nieczęste, bo na prawdziwym lnie raczej rzadko haftujemy gorsety, a to dlatego, że góralki (z wyjątkami) uwielbiają przepych i bogactwo barw. Len, na którym powstał haft jest po prostu szary, dla niektórych pewnie smutny i nijaki, a jednak uwydatnia on i eksponuje sam haft jak żaden inny materiał. Stanowi tło dla haftowanych róż i niezapominajek.


Wzór, dostarczony przez klientkę, został zmodyfikowany według jej uznania: układ pozostał ten właściwie ten sam, natomiast zmienione zostały róże i drobne kwiatuszki.


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M. i M.


PS. Z racji sporego zainteresowania SAL-em ogłaszam: START 1 czerwca 2017. Tego dnia zostaną opublikowane zasady udziału w zabawie, a zatem szykujcie się ;) M.

14 kwietnia 2017

Czy to aby na pewno pisanki?

Kochani czytelnicy,
dziś będzie w miarę krótko, bo lista przedświątecznych prac jeszcze nie zamknięta. Na początek najważniejsze:



Kochani,
życzymy Wam mile spędzonych Świąt w gronie najbliższych,
dużo radości i miłości w sercach
oraz mokrego Śmigusa Dyngusa.

M. i M.


I jeszcze propozycja ozdób świątecznych dla zapracowanych ;) Jak widać nie zawsze potrzebne są świeże kwiaty, kurczaczki, baranki itp. W tym roku postawiłam na naturalne "pisanki" znad Białki ;)


Mam nadzieję, że moja propozycja przypadła Wam do gustu. Wracam tuż po świętach m.in. z poszewkami, zawieszkami i gorsetami :)


M.

4 kwietnia 2017

Mam i ja...

Kochani czytelnicy,
dziś będę się chwalić projektem, który chciałam zrealizować już jakiś czas temu, a który ostatecznie ktoś zrealizował za mnie :) Chodzi mianowicie o wizytówki... Zapraszam do lektury :)


Pewnie wszystkim z Was przeszło kiedyś przez myśl, by swoje dzieła w jakiś sposób sygnować, znaczyć, podpisywać tak, by każdy wiedział, że zostały one wykonane przez Was. Mi ta myśl towarzyszyła od początku założenia bloga i tak wpadłam na pomysł, by zrobić sobie wizytówki. Niewielki kawałek papieru, a ile ile daje satysfakcji. 


Od początku miałam wizję jej wyglądu: miała być prosta, czytelna i w jasnych kolorach. Oczywiście notoryczny brak czasu powodował, iż długo była ona fikcją. Pewnego dnia zasiadłam z moim M. (to już trzecia osoba o imieniu na literę M, która przewinęła się przez blog) przed komputerem, by zrealizować projekt do końca. Tak jak kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, tak też różniły się Nasze poglądy na temat wyglądu wizytówki. Jak pewnie się domyślacie do porozumienia nie doszliśmy, a wizytówki odeszły na dalszy plan. I tak sobie egzystowałam przez kilka dobrych miesięcy, zapominając o całej sprawie, aż kolejnego pewnego dnia dostałam MMS przedstawiający gotową, wydrukowaną wizytówkę. Popatrzyłam i zauważyłam kilka niedociągnięć, o których od razu poinformowałam M. Zwrotnej wiadomości nie dostałam, natomiast po powrocie z pracy czekało na mnie pudełko po brzegi wypełnione MOIMI wizytówkami; równo 1000 sztuk. Na początku byłam zła, bo pewne elementy wymagały korekty, ale później zrozumiałam, że nie ma co robić problemu z niczego tylko trzeba cieszyć się z niespodzianki. Podziękowałam M., a na drugi dzień rozpoczęłam mini akcję dystrybucji wśród znajomych. Chcieli czy nie, wziąć musieli ;)


Jak widać marzenia się spełniają, zwłaszcza przy udziale najbliższych. Teraz moim marzeniem jest zrobienie materiałowych metek, które będę mogła wszywać lub naszywać na niektóre Nasze przedmioty, np. poszewki. Póki co znalazłam inny sposób na sygnowanie moich zróbtosamosi, mianowicie haftuję nazwę PUPIDOK oraz rok powstania. Zawsze to coś :) Jak tylko zaprojektuję i dostanę swoje metki z przyjemnością Wam je pokażę. Mam nadzieję, że nastanie to wkrótce ;)


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.

30 marca 2017

RECENZJA: Tablica do bigowania z trymerem Martha Stewart Crafts

Drodzy czytelnicy,
dzisiejszy wpis jest dedykowany wszystkim osobom, które zajmują się scrapbooking'im lub cardmaking'iem. Myślę, że będzie on także przydatny dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z papierkowaniem i zastanawiają się nad kupnem narzędzi do bigowania i cięcia papieru. Zapraszam do lektury :)



Na początku chcę zaznaczyć, że opinia na temat tego produktu jest całkowicie obiektywna.

Tytułową tablicę do bigowania z trymerem Martha Stewart Crafts kupiłam pod koniec zeszłego roku w jednym ze sklepów internetowych za kwotę 172,90 zł. Była to najniższa cena jaką udało mi się znaleźć w sieci. Jak na produkt, który łączy dwie funkcje uważam, że była bardzo przyzwoita. Gdybym chciała kupić osobno tablicę i osobno trymer również firmy MSC w tym samym sklepie internetowym, musiałabym zapłacić około 200 zł.

Jeśli chodzi o produkty 2w1, to od razu nasuwa mi się na myśl stwierdzenie: "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" :/ O ile tablica do bigowania działała bez zarzutów, o tyle trymer zupełnie nie spełniał swojej funkcji. Moje oczekiwania były jasne: chciałam przeciąć kartkę papieru na dwie równe części, a tymczasem ostrze trymeru dosłownie w połowie cięcia odskakiwało na bok przez co połówki kartki nie były równe. Uskok ten był wywołany przez małe wklęsłe kółeczko, które według mnie było słabo zeszlifowane i stąd jego krawędzie powodowały przesunięcia ostrza. Ponadto prowadnica z ostrzem nie była zamontowana równolegle do rowków do bigowania. Skutek był taki, że tnąc większy kawałek papieru ostrze wcinało się w grzbieciki tablicy do bigowania, niszcząc ją :/ Jak dla mnie: katastrofa. 


Przyznam szczerze, że po marce MSC spodziewałam się zdecydowanie czegoś lepszego. No cóż, jedyne co mi pozostało w takiej sytuacji to złożyć reklamację. Na szczęście została ona szybko rozpatrzona i uznana. Sklep potwierdził, że te tablice często mają źle zamontowane prowadnice i zaproponował wysłanie nowej. Co to, to nie! Nie miałam ochoty na dalsze przygody z tym bublem i poprosiłam o zwrot pieniędzy lub wymianę na dwa oddzielne narzędzia: do bigowania i cięcia. Z racji, iż nie mieli zbyt dużego wyboru maszyn tnących, wybrałam zwrot pieniędzy. Od tamtej pory zostałam bez narzędzi do tworzenia kartek. Na szczęście przypomniałam sobie o skalpelu i macie (zestaw Heyda kupiłam na empik.com za niecałe 20 zł), które częściowo rozwiązały moje problemy, a częściowo ponieważ kartki na obecną chwilę muszę zginać linijką lub kciukiem.


Ot taka historia :)

Doświadczenie nauczyło mnie, że wcale nie trzeba inwestować dużych pieniędzy, by zacząć przygodę z papierkowaniem. Często te prostsze i tańsze narzędzia są po prostu lepsze, choć muszę przyznać, że tablica do bigowania nadal chodzi mi po głowie... Pewnie prędzej czy później ponownie się w nią zaopatrzę :)

Najmilsi, mam nadzieję, że moja krótka, ale jakże wnikliwa i szczegółowa recenzja pomoże Wam w wyborze podstawowych narzędzi do papierkowania. Jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości, piszcie. Na wszystkie odpowiem.


Do rozdzielenia kolejnej nitki :)


M.