Kochani,
W końcu, po wielu miesiącach mogę przedstawić Wam trio gąsek. Zanim jednak to uczynię chcę wszystkim bardzo podziękować za tyle miłych słów pod świątecznymi zawieszkami. Nie sądziłam, że aż tak się spodobają, dlatego tym bardziej jestem mile zaskoczona :)
Tak jak wspominałam w pierwszej części wpisu, gąski powstały dzięki połączeniu muliny DMC i Anchor. Efekt według mnie jest bardzo dobry, no może z wyjątkiem dopasowania koloru tła, czyli tkaniny, ale dzięki temu mam nauczkę, że haftuje się wtedy, gdy ma się wszystkie kolory mulin i dopasowane tło. Przyjrzyjcie się gąskom z dalsza i z bliższa.
To już mój drugi haft przedstawiający gąski i ani na jeden, ani na drugi nie mam jeszcze pomysłu. W pierwszej myśli hafty miały być przeznaczone na poszewki na poduszki, ale jakoś teraz nie widzę ich w tym wydaniu. Może podpowiecie mi jak zagospodarować ten wiejski motyw??? Każda propozycja mile widziana :)
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie gąsek.
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Lubisz i szukasz ODZIEŻY oraz PRZEDMIOTÓW UŻYTKOWYCH zdobionych haftem? Zapraszamy :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyw zwierzęcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyw zwierzęcy. Pokaż wszystkie posty
18 lutego 2018
3 sierpnia 2017
Gąski cz. 2
Najdrożsi,
dziś chcę pokazać Wam drugą z trzech gąsek. Zapraszam :)
Wspólnie z mamą dziękujemy za wszystkie komentarze pod ostatnim postem, czyli strojem ślubnym Kasi. O ile wszystkie komentarze udało się opublikować i przeczytać, to na odpowiedzi najzwyczajniej w świecie zabrakło Nam czasu, dlatego D Z I Ę K U J E M Y.
Pora na gąski...
dziś chcę pokazać Wam drugą z trzech gąsek. Zapraszam :)
Wspólnie z mamą dziękujemy za wszystkie komentarze pod ostatnim postem, czyli strojem ślubnym Kasi. O ile wszystkie komentarze udało się opublikować i przeczytać, to na odpowiedzi najzwyczajniej w świecie zabrakło Nam czasu, dlatego D Z I Ę K U J E M Y.
Pora na gąski...
![]() |
| Mucha też była ciekawa obu gąsek :) |
Biała gąska przez ponad miesiąc,
była samotna, cierpliwie czekając.
Teraz ma towarzyszkę - siwą gąską.
Obie gęgają głośno: "Gdzie jesteś trzecia gąsko?"
Z oddali słychać: "Zmierzam do was beztrosko..."
Na dziś to tyle. Pogoda za oknem dopisuje, więc zmykam do lasu zbierać maliny na zimowe soki :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
15 czerwca 2017
Gąski
Najmilsi czytelnicy,
wracam po urlopie :) Blog czeka i mam nadzieję, że i Wy czekacie :)
Wiecie doskonale, że jestem ogromną fanką ptasich wzorów, jeśli chodzi o haft krzyżykowy. Nie tak dawno prezentowałam Wam stadko śnieżnobiałych gąsek i tak bardzo motyw ten przypadł mi do gustu, że postanowiłam wyhaftować kolejne. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do obejrzenia jednej z gąsek :)
Jako tkaninę do haftu wybrałam ponownie len w kolorze naturalnym; dokładnie ten sam, na którym powstało śnieżnobiałe stadko. Jest to polski len o nieznanej mi ilości ściegów; po prostu fajny len, na którym dobrze się haftuje :) Teraz, gdy mam już wyhaftowaną jedną gąskę, uważam, że mogłam wybrać inny kolor tkaniny, bo szare odcienie mulin i szary len za bardzo się zlewają przez co gąski są nieco słabo widoczne. Oczywiście mogłam najpierw przymierzyć muliny do lnu, ale z racji, iż nie miałam większości kolorów zaczęłam haftować tymi, które miałam. Tak to jest, gdy człowiek jest w gorącej wodzie kąpany i chciałby szybko zacząć haftować. No cóż, następnym razem nim zacznę nowy projekt wpierw skompletuję wszystkie muliny i sprawdzę jak będą prezentować się na wybranym kolorze materiału. W każdym razie gąski i tak będą mi się podobać, już ja to wiem ;)
Do haftowania użyłam muliny DMC oraz zamiennie Anchor. Zawsze, gdy przymierzam się do haftowania najpierw wybieram mulinę DMC, ale gdy brakuje mi kolorów, a wzór posiada rozpiskę na inne palety jak np. Anchor czy Madeira, sięgam i po te muliny. W przypadku tytułowych gąsek zabrakło mi również kolorów z Anchor :( O tym, że pasmanterie w Zakopanem rzadko uzupełniają braki w kolorach, to już wiecie, dlatego moja pierwsza gąska powstawała dosyć długo. Całe stadko będzie pod względem kolorystycznym mieszanką palet DMC i Anchor. Póki co pierwsza gąska wygląda całkiem w porządku :)
Wzór pochodzi ze strony www.liveinternet.ru.
Wkrótce pojawi się kolejna gąska, a tymczasem do rozdzielenia kolnej nitki :)
M.
PS. Kochani, ogromna prośba do Was: doradźcie mi jaki rodzaj tkaniny (np. len obrazkowy itp.) i kolor wybrać do haftowania wzorów Piotrusia Królika? Chcę wyhaftować kilka wzorów, a później je oprawić jako obrazy. Chciałabym, żeby tło było neutralne, ale nie białe.
Liczę na Waszą pomoc :)
wracam po urlopie :) Blog czeka i mam nadzieję, że i Wy czekacie :)
Wiecie doskonale, że jestem ogromną fanką ptasich wzorów, jeśli chodzi o haft krzyżykowy. Nie tak dawno prezentowałam Wam stadko śnieżnobiałych gąsek i tak bardzo motyw ten przypadł mi do gustu, że postanowiłam wyhaftować kolejne. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do obejrzenia jednej z gąsek :)
Jako tkaninę do haftu wybrałam ponownie len w kolorze naturalnym; dokładnie ten sam, na którym powstało śnieżnobiałe stadko. Jest to polski len o nieznanej mi ilości ściegów; po prostu fajny len, na którym dobrze się haftuje :) Teraz, gdy mam już wyhaftowaną jedną gąskę, uważam, że mogłam wybrać inny kolor tkaniny, bo szare odcienie mulin i szary len za bardzo się zlewają przez co gąski są nieco słabo widoczne. Oczywiście mogłam najpierw przymierzyć muliny do lnu, ale z racji, iż nie miałam większości kolorów zaczęłam haftować tymi, które miałam. Tak to jest, gdy człowiek jest w gorącej wodzie kąpany i chciałby szybko zacząć haftować. No cóż, następnym razem nim zacznę nowy projekt wpierw skompletuję wszystkie muliny i sprawdzę jak będą prezentować się na wybranym kolorze materiału. W każdym razie gąski i tak będą mi się podobać, już ja to wiem ;)
Do haftowania użyłam muliny DMC oraz zamiennie Anchor. Zawsze, gdy przymierzam się do haftowania najpierw wybieram mulinę DMC, ale gdy brakuje mi kolorów, a wzór posiada rozpiskę na inne palety jak np. Anchor czy Madeira, sięgam i po te muliny. W przypadku tytułowych gąsek zabrakło mi również kolorów z Anchor :( O tym, że pasmanterie w Zakopanem rzadko uzupełniają braki w kolorach, to już wiecie, dlatego moja pierwsza gąska powstawała dosyć długo. Całe stadko będzie pod względem kolorystycznym mieszanką palet DMC i Anchor. Póki co pierwsza gąska wygląda całkiem w porządku :)
Wzór pochodzi ze strony www.liveinternet.ru.
Wkrótce pojawi się kolejna gąska, a tymczasem do rozdzielenia kolnej nitki :)
M.
PS. Kochani, ogromna prośba do Was: doradźcie mi jaki rodzaj tkaniny (np. len obrazkowy itp.) i kolor wybrać do haftowania wzorów Piotrusia Królika? Chcę wyhaftować kilka wzorów, a później je oprawić jako obrazy. Chciałabym, żeby tło było neutralne, ale nie białe.
Liczę na Waszą pomoc :)
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
17 maja 2017
Patchwork'owe poszewki na poduszki z królikami cz. 2
Drodzy czytelnicy,
wiem, że Wielkanoc była miesiąc temu, ale chcę Wam pokazać poszewki z królikami, które o dziwo udało mi się uszyć jeszcze przed świętami, a że czasu na pokazanie ich w pełniej krasie zabrakło to już inna historia. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Wszelkie informacje na temat wzoru, tkaniny i mulin znajdziecie w pierwszej części wpisu.
Oczywiście poszewki, by nie powstały, gdyby nie pomoc mamy, która wszywała zamki <3 Sama nie czuję się jeszcze na siłach, by robić to samodzielnie.
Obejrzyjcie zdjęcia i koniecznie napiszcie co o nich sądzicie. Zgodnie z Waszymi podpowiedziami króliki otrzymały kokardki :)
Tyle na dziś. Pora nacieszyć się słoneczkiem (czyt. praca w ogrodzie czeka) :)))
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
wiem, że Wielkanoc była miesiąc temu, ale chcę Wam pokazać poszewki z królikami, które o dziwo udało mi się uszyć jeszcze przed świętami, a że czasu na pokazanie ich w pełniej krasie zabrakło to już inna historia. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Wszelkie informacje na temat wzoru, tkaniny i mulin znajdziecie w pierwszej części wpisu.
Oczywiście poszewki, by nie powstały, gdyby nie pomoc mamy, która wszywała zamki <3 Sama nie czuję się jeszcze na siłach, by robić to samodzielnie.
Obejrzyjcie zdjęcia i koniecznie napiszcie co o nich sądzicie. Zgodnie z Waszymi podpowiedziami króliki otrzymały kokardki :)
Tyle na dziś. Pora nacieszyć się słoneczkiem (czyt. praca w ogrodzie czeka) :)))
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
Easter,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
Wielkanoc,
zrób to sam
18 marca 2017
Patchwork'owe poszewki na poduszki z królikami
Najmilsi czytelnicy,
wracam do Was po dłuższej i nieprzewidzianej przerwie. Będzie wiosennie i pastelowo. Zapraszam do lektury :)
Pewnie większość z Was temat Wielkanocy ma już za sobą, co z resztą widać na Waszych blogach. Ja tytułowe wielkanocne poszewki wyhaftowałam w mgnieniu oka jeszcze w lutym, ale brak odpowiednich kolorów tasiemek skutecznie odwlekł publikację wpisu. Zacznijmy jednak od początku...
Jakiś czas temu trafiłam na blog Luli, który od razu przypadł mi do gustu, chociaż jest prowadzony w niezrozumiałym dla mnie języku włoskim. Urzekła mnie jego prostota oraz minimalizm, zarówno w kwestii treści wpisów jak i zdjęć, a także wzorów. Luli zamieszcza i udostępnia swoje wzory, które charakteryzuje umiar i przejrzystość w formie oraz niewielka liczba kolorów. Jak dla mnie: super! Króliki goszczące na moich poszewkach (a raczej kwadratach) również pochodzą z bloga Luli. Wzór jest bardzo uniwersalny, gdyż można go wyhaftować dosłownie każdym kolorem według własnego uznania. Ja zdecydowałam się na kolory pastelowe: biały, jasnoróżowy i jasnoszary. Skąd wybór takich kolorów? Otóż udało mi się kupić mój ulubiony i chyba wszystkim dobrze już znany słowacki len syntetyczny. Kolor ten nie prezentował się najlepiej w towarzystwie mocnego fioletu, granatu i czerwieni na półce w sklepie, ale wyobraziłam go sobie w zestawieniu właśnie z bielą i szarością, które miałam już w domu. Zaryzykowałam i przyznam nieskromnie, że to trio kolorystyczne to strzał w 10, przynajmniej dla mnie. Żaden z tych kolorów nie dominuje, wszystkie są równie piękne.
Co do nici... biała i szara mulina to Ariadna, zaś różowa Anchor. Dobierałam je sama i choć pomyślicie, że przecież to banalnie proste, to ja wcale tak nie uważam, no może nie akurat w tym przypadku, ale na pewno gdy dobiera się większą ilość kolorów. Ostatnio znalazłam w sieci fajny wiosenny wzór, nawet udało mi się przyporządkować w miarę pasujące kolory i nagle... przypadkowo zmniejszyłam sobie jasność ekranu i... cała praca poszła na marne. Wiem, wiem, mało kto by się tym przejął, ale ja to ja i tak już mam, że jak coś popsuje mi całą pracę, to potrzebuję sporo czasu żeby do tego wrócić. Domyślacie się pewnie, że nie wzięłam się za nowy haft, tylko zaczęłam zadawać sobie głupie i niepotrzebne pytania: ale jak to? dlaczego? czemu akurat teraz? Całe to filozofowanie nad tematem koloru nici a jasnością ekranu sprawiło, że z powrotem schowałam muliny do pudełek :/ Teraz oczywiście żałuję, bo wystarczyło wrócić do poprzedniego stanu ekranu i zabrać się za haft, no ale co zrobić, gdy twój pedantyzm bierze górę? Nic. Co najwyżej odczekać kilka dni i ponowić próbę. Oczywiście do dziś dnia tego nie zrobiłam; najwyraźniej potrzebuję jeszcze trochę czasu...
Wracając jednak do tematu królików... haftowało się je łatwo, szybko i przyjemnie. Nasunął mi się pomysł, by coś dodać od siebie i postanowiłam dorobić im małe kokardki. Tasiemek satynowych u mnie sporo, ale białej i szarej nie znajdziesz, więc konieczna była wizyta w pasmanterii. Gdy już przygotowałam wszystkie kokardki i przymierzyłam je do królików przyszła wielka chwila zawahania; przyszywać je czy nie? pasują czy nie? Kochani, pomóżcie i napiszcie czy króliki lepiej wyglądają z kokardkami czy może jednak bez. Mi podobają się i takie, i takie, i nie potrafię się zdecydować :/ Dla ułatwienia zrobiłam zdjęcia porównawcze:
Tutaj zbliżenie na haft:
Kochani, jak tylko podejmę decyzję co z kokardkami od razu zabieram się za szycie poszewek. Ostatnimi czasy szyję ręcznie zawieszki bożonarodzeniowe, które skończyłam haftować prawie rok temu :O Jak widać niektóre projekty wymagają większego nakładu czasu i pracy ;) W każdym razie co miałam doszyć lub przyszyć do zawieszek jest już zrobione, jedna nawet jest już gotowa, ale pokażę je Wam dopiero, gdy skończę wszystkie.
Na dziś to tyle. Oczywiście dziękuję, również w imieniu dużej M. za wszystkie Wasze komentarze pod ostatnim postem, a właściwie to pod wszystkimi opublikowanymi do tej pory postami :))) Motywują, że hej :)))
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie z królikowej sesji:
Do rozdzielania kolejnej nitki :)
M.
wracam do Was po dłuższej i nieprzewidzianej przerwie. Będzie wiosennie i pastelowo. Zapraszam do lektury :)
Pewnie większość z Was temat Wielkanocy ma już za sobą, co z resztą widać na Waszych blogach. Ja tytułowe wielkanocne poszewki wyhaftowałam w mgnieniu oka jeszcze w lutym, ale brak odpowiednich kolorów tasiemek skutecznie odwlekł publikację wpisu. Zacznijmy jednak od początku...
Jakiś czas temu trafiłam na blog Luli, który od razu przypadł mi do gustu, chociaż jest prowadzony w niezrozumiałym dla mnie języku włoskim. Urzekła mnie jego prostota oraz minimalizm, zarówno w kwestii treści wpisów jak i zdjęć, a także wzorów. Luli zamieszcza i udostępnia swoje wzory, które charakteryzuje umiar i przejrzystość w formie oraz niewielka liczba kolorów. Jak dla mnie: super! Króliki goszczące na moich poszewkach (a raczej kwadratach) również pochodzą z bloga Luli. Wzór jest bardzo uniwersalny, gdyż można go wyhaftować dosłownie każdym kolorem według własnego uznania. Ja zdecydowałam się na kolory pastelowe: biały, jasnoróżowy i jasnoszary. Skąd wybór takich kolorów? Otóż udało mi się kupić mój ulubiony i chyba wszystkim dobrze już znany słowacki len syntetyczny. Kolor ten nie prezentował się najlepiej w towarzystwie mocnego fioletu, granatu i czerwieni na półce w sklepie, ale wyobraziłam go sobie w zestawieniu właśnie z bielą i szarością, które miałam już w domu. Zaryzykowałam i przyznam nieskromnie, że to trio kolorystyczne to strzał w 10, przynajmniej dla mnie. Żaden z tych kolorów nie dominuje, wszystkie są równie piękne.
Co do nici... biała i szara mulina to Ariadna, zaś różowa Anchor. Dobierałam je sama i choć pomyślicie, że przecież to banalnie proste, to ja wcale tak nie uważam, no może nie akurat w tym przypadku, ale na pewno gdy dobiera się większą ilość kolorów. Ostatnio znalazłam w sieci fajny wiosenny wzór, nawet udało mi się przyporządkować w miarę pasujące kolory i nagle... przypadkowo zmniejszyłam sobie jasność ekranu i... cała praca poszła na marne. Wiem, wiem, mało kto by się tym przejął, ale ja to ja i tak już mam, że jak coś popsuje mi całą pracę, to potrzebuję sporo czasu żeby do tego wrócić. Domyślacie się pewnie, że nie wzięłam się za nowy haft, tylko zaczęłam zadawać sobie głupie i niepotrzebne pytania: ale jak to? dlaczego? czemu akurat teraz? Całe to filozofowanie nad tematem koloru nici a jasnością ekranu sprawiło, że z powrotem schowałam muliny do pudełek :/ Teraz oczywiście żałuję, bo wystarczyło wrócić do poprzedniego stanu ekranu i zabrać się za haft, no ale co zrobić, gdy twój pedantyzm bierze górę? Nic. Co najwyżej odczekać kilka dni i ponowić próbę. Oczywiście do dziś dnia tego nie zrobiłam; najwyraźniej potrzebuję jeszcze trochę czasu...
Wracając jednak do tematu królików... haftowało się je łatwo, szybko i przyjemnie. Nasunął mi się pomysł, by coś dodać od siebie i postanowiłam dorobić im małe kokardki. Tasiemek satynowych u mnie sporo, ale białej i szarej nie znajdziesz, więc konieczna była wizyta w pasmanterii. Gdy już przygotowałam wszystkie kokardki i przymierzyłam je do królików przyszła wielka chwila zawahania; przyszywać je czy nie? pasują czy nie? Kochani, pomóżcie i napiszcie czy króliki lepiej wyglądają z kokardkami czy może jednak bez. Mi podobają się i takie, i takie, i nie potrafię się zdecydować :/ Dla ułatwienia zrobiłam zdjęcia porównawcze:
Tutaj zbliżenie na haft:
Kochani, jak tylko podejmę decyzję co z kokardkami od razu zabieram się za szycie poszewek. Ostatnimi czasy szyję ręcznie zawieszki bożonarodzeniowe, które skończyłam haftować prawie rok temu :O Jak widać niektóre projekty wymagają większego nakładu czasu i pracy ;) W każdym razie co miałam doszyć lub przyszyć do zawieszek jest już zrobione, jedna nawet jest już gotowa, ale pokażę je Wam dopiero, gdy skończę wszystkie.
Na dziś to tyle. Oczywiście dziękuję, również w imieniu dużej M. za wszystkie Wasze komentarze pod ostatnim postem, a właściwie to pod wszystkimi opublikowanymi do tej pory postami :))) Motywują, że hej :)))
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie z królikowej sesji:
Do rozdzielania kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
Easter,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
17 lutego 2017
A gaggle of geese
Kochani czytelnicy,
wiem, wiem... ostatnio u mnie cisza, ale tak to jest, gdy pracy dużo, a ręce tylko dwie. Dziś pokażę Wam bardzo prosty haft, który wykonałam jeszcze w grudniu zeszłego roku. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
A gaggle of geese, czyli stado gęsi znalazłam całkiem przypadkiem, przeglądając Internet. Wzór od razu bardzo mi się spodobał, w końcu są to ptaki, a tych jestem ogromną fanką. Zgodnie z "przepisem" i ja mam zamiar wykorzystać ten haft do uszycia poszewki na poduszkę. Muszę najpierw wybrać się na jakieś zakupy materiałowe, bo pustki w szufladach są ogromne.
A... wzór gąsek można znaleźć w Cross Stitch Collection Issue 254 October 2015.
Gąski haftowałam na lnie naturalnym w kolorze szarym jedną nitką muliny Ariadna (biały) i DMC. A propos lnu... nigdy nie haftowałam na lnie firmy Zweigart i mam przeogromną ochotę w końcu go przetestować. Gdybyście mieli polecić mi jakiś uniwersalny odcień, jaki by to był? Pytam, bo widziałam na wielu Waszych blogach różne kolory, każdy piękny i nie umiem się zdecydować, który zamówić. Jestem wielce zauroczona tym w kropki: Belfast Petit Point, ale stwierdziłam, że nadaje się on raczej na hafty zimowe, a od tych mam zamiar nieco odpocząć, w końcu wiosna zbliża się coraz większymi krokami. Nie żeby znudził mi się mój pasmanteryjny len na metry: ma piękny kolor, równy splot, krzyżyki są równe, tylko chciałabym spróbować czegoś nowego :)
Na dziś to tyle, mam nadzieję, że gąski przypadły Wam do gustu, a już wkrótce kolejna porcja góralszczyzny, tym razem haftowanej nićmi. Dla zwyciężczyń konkursu mam informację, iż paczki prawie są już w 100% skompletowane i tak jak obiecałam zostaną wysłane do końca lutego :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
wiem, wiem... ostatnio u mnie cisza, ale tak to jest, gdy pracy dużo, a ręce tylko dwie. Dziś pokażę Wam bardzo prosty haft, który wykonałam jeszcze w grudniu zeszłego roku. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
A gaggle of geese, czyli stado gęsi znalazłam całkiem przypadkiem, przeglądając Internet. Wzór od razu bardzo mi się spodobał, w końcu są to ptaki, a tych jestem ogromną fanką. Zgodnie z "przepisem" i ja mam zamiar wykorzystać ten haft do uszycia poszewki na poduszkę. Muszę najpierw wybrać się na jakieś zakupy materiałowe, bo pustki w szufladach są ogromne.
A... wzór gąsek można znaleźć w Cross Stitch Collection Issue 254 October 2015.
Gąski haftowałam na lnie naturalnym w kolorze szarym jedną nitką muliny Ariadna (biały) i DMC. A propos lnu... nigdy nie haftowałam na lnie firmy Zweigart i mam przeogromną ochotę w końcu go przetestować. Gdybyście mieli polecić mi jakiś uniwersalny odcień, jaki by to był? Pytam, bo widziałam na wielu Waszych blogach różne kolory, każdy piękny i nie umiem się zdecydować, który zamówić. Jestem wielce zauroczona tym w kropki: Belfast Petit Point, ale stwierdziłam, że nadaje się on raczej na hafty zimowe, a od tych mam zamiar nieco odpocząć, w końcu wiosna zbliża się coraz większymi krokami. Nie żeby znudził mi się mój pasmanteryjny len na metry: ma piękny kolor, równy splot, krzyżyki są równe, tylko chciałabym spróbować czegoś nowego :)
Na dziś to tyle, mam nadzieję, że gąski przypadły Wam do gustu, a już wkrótce kolejna porcja góralszczyzny, tym razem haftowanej nićmi. Dla zwyciężczyń konkursu mam informację, iż paczki prawie są już w 100% skompletowane i tak jak obiecałam zostaną wysłane do końca lutego :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
Easter,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
Wielkanoc,
zrób to sam
27 stycznia 2017
Album na zdjęcia i kartki z okazji chrztu świętego
Drodzy czytelnicy,
dziś szybki post na temat prezentu jaki przygotowałam dla nowego członka mojej rodziny z okazji jego chrztu. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
To już drugi album z haftem krzyżykowym jaki przygotowałam i wiem, że nie ostatni. Wykorzystałam tutaj ten sam album na zdjęcia co przy pierwszym projekcie, z tym, że zamówiłam go bezpośrednio u producenta. Oczywiście szukałam albumu w Empiku, ale jak zwykle bez skutku. Tym razem zdecydowałam się na granatowy kolor okładki, tak by pasował do bieli, błękitów i zieleni mulin oraz szarości tkaniny. Wykorzystane muliny to oczywiście DMC i Anchor, zaś tkanina to syntetyczny len. Materiał ten jest moim ulubionym: ma równy splot, więc i krzyżyki są nieskazitelnie równe, co możecie zobaczyć na poniższych zbliżeniach.
Wzór bociana z bobasem znalazłam w Cross Stitcher Issue 303 April 2016, natomiast alfabet tworzący napis pochodzi z Labores del Hogar Punto de Cruz Extra No. 51. Wzór alfabetu był bez konturów, dlatego dodałam je sama; bez nich napis był mało wyraźny i słabo widoczny w zestawieniu z bocianem.
A tak wygląda gotowy album:
Poza albumem przygotowałam dla malucha dwie kartki.
Do ich wykonania wykorzystałam papier z Bloku kreatywnego z Biedronki, który był w sprzedaży przed świętami. Sam w sobie Blok raczej jest mało świąteczny albo raczej świąteczny inaczej, czyli dominują w nim kolory szare, granatowe i różowe. Z Bloku pochodzą również naklejki tworzące napis "Szymon". Pozostałe naklejki kupiłam w Empiku właśnie z myślą o tych kartkach. Efekt końcowy jest zadowalający, ale czegoś mi w tych kartach zabrakło... W każdym razie rodzicom malucha się podobały :)
Tyle na dziś w tematyce haftu.
Na koniec chcę jeszcze przedstawić aktualną listę osób biorących udział w konkursie; są to:
~ Dorota z bloga Świat haftu,
~ Agata z bloga Kuferek Meri,
~ Viola z bloga Robótkuję i bloguję,
~ Joanna z bloga Od haftu do haftu,
~ Ewa z bloga Biblioteka haftu,
~ Iwona z bloga W czasie wolnym,
~ Cytrulina z bloga Cytrulina Hand Made,
~ Agnieszka z bloga Na przekór nudzie.
Chętnych, którzy chcą jeszcze dołączyć do zabawy, serdecznie zapraszam. Na odpowiedzi czekam do jutra do północy. Więcej informacji znajdziecie tutaj.
Tak swoją drogą... wszystkie Wasze odpowiedzi są bardzo ciekawe i wywołują uśmiech na twarzy :) Jeszcze kilka dni i rozwiązanie konkursu.
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
dziś szybki post na temat prezentu jaki przygotowałam dla nowego członka mojej rodziny z okazji jego chrztu. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
To już drugi album z haftem krzyżykowym jaki przygotowałam i wiem, że nie ostatni. Wykorzystałam tutaj ten sam album na zdjęcia co przy pierwszym projekcie, z tym, że zamówiłam go bezpośrednio u producenta. Oczywiście szukałam albumu w Empiku, ale jak zwykle bez skutku. Tym razem zdecydowałam się na granatowy kolor okładki, tak by pasował do bieli, błękitów i zieleni mulin oraz szarości tkaniny. Wykorzystane muliny to oczywiście DMC i Anchor, zaś tkanina to syntetyczny len. Materiał ten jest moim ulubionym: ma równy splot, więc i krzyżyki są nieskazitelnie równe, co możecie zobaczyć na poniższych zbliżeniach.
Wzór bociana z bobasem znalazłam w Cross Stitcher Issue 303 April 2016, natomiast alfabet tworzący napis pochodzi z Labores del Hogar Punto de Cruz Extra No. 51. Wzór alfabetu był bez konturów, dlatego dodałam je sama; bez nich napis był mało wyraźny i słabo widoczny w zestawieniu z bocianem.
A tak wygląda gotowy album:
Poza albumem przygotowałam dla malucha dwie kartki.
Do ich wykonania wykorzystałam papier z Bloku kreatywnego z Biedronki, który był w sprzedaży przed świętami. Sam w sobie Blok raczej jest mało świąteczny albo raczej świąteczny inaczej, czyli dominują w nim kolory szare, granatowe i różowe. Z Bloku pochodzą również naklejki tworzące napis "Szymon". Pozostałe naklejki kupiłam w Empiku właśnie z myślą o tych kartkach. Efekt końcowy jest zadowalający, ale czegoś mi w tych kartach zabrakło... W każdym razie rodzicom malucha się podobały :)
Tyle na dziś w tematyce haftu.
Na koniec chcę jeszcze przedstawić aktualną listę osób biorących udział w konkursie; są to:
~ Dorota z bloga Świat haftu,
~ Agata z bloga Kuferek Meri,
~ Viola z bloga Robótkuję i bloguję,
~ Joanna z bloga Od haftu do haftu,
~ Ewa z bloga Biblioteka haftu,
~ Iwona z bloga W czasie wolnym,
~ Cytrulina z bloga Cytrulina Hand Made,
~ Agnieszka z bloga Na przekór nudzie.
Chętnych, którzy chcą jeszcze dołączyć do zabawy, serdecznie zapraszam. Na odpowiedzi czekam do jutra do północy. Więcej informacji znajdziecie tutaj.
Tak swoją drogą... wszystkie Wasze odpowiedzi są bardzo ciekawe i wywołują uśmiech na twarzy :) Jeszcze kilka dni i rozwiązanie konkursu.
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
10 grudnia 2016
Świąteczne zawieszki z rudzikami i reniferami
Drodzy czytelnicy,
dopiero co pokazałam Wam kartki świąteczne, a już przychodzę z kolejnymi ozdobami. Możecie się teraz spodziewać zwiększonej ilości wpisów, gdyż chcę wszystkie świąteczne przedmioty jakie udało mi się w tym roku zrobić pokazać przed Bożym Narodzeniem, a nie po, no bo jakiż miałoby to sens. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe i nie zanudzę Was swoimi "zróbtosamosiami" :) Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Dziś w roli głównej zawieszki filcowe z haftowanymi rudzikami i reniferami. Ich historia sięga aż października, kiedy to postawiłam pierwsze krzyżyki u reniferów. Szło szybko i przyjemnie, bo hafciki były małe. Wkrótce renifery były gotowe i przyszła pora na rudziki. Z nimi również szybko sobie poradziłam. Z góry wiedziałam, że będą to zawieszki, ale stwierdziłam, że nie będę zamawiać samego filcu tylko poczekam z miesiąc i wtedy zamówię go wraz z innymi rzeczami, które pojawią się na mojej liście życzeń. I tak zleciał mi czas. Przyszła pora szukania filcu i nagle okazało się, ze wcale nie jest to takie proste, bo albo filc był cienki i wiotki, albo interesujące mnie kolory świąteczne (czerwień, zieleń, brąz, biel) zostały wyprzedane. W pewnym momencie z pomocą przyszła Asia, która wysłała mi na próbę arkusz niebieskiego filcu. Gdy tylko otworzyłam kopertę wiedziałam, że to "ten" filc; odpowiednio gruby i sztywny, po prostu taki jakiego szukałam. Napisałam do producenta i po tygodniu dostałam odpowiedź, że sprzedaż możliwa jest tylko w przypadku prowadzenia własnej firmy z artykułami papierniczymi :( Pech to pech. Przeszukałam cały Internet w poszukiwaniu tego konkretnego filcu, a "świątecznych" kolorów brak. Pomyślałam: trudno, trzeba poszukać innej firmy. W ciemno zamówiłam pierwszy lepszy filc o grubości 2 mm, który w opisie miał słowo "sztywny". Paczka przyszła, a w niej filc tylko z nazwy "sztywny". Wiedziałam, że na zawieszki to się on nie nadaje. Już całkiem znudzona tymi poszukiwaniami, jeszcze raz popatrzyłam na arkusz od Asi i stwierdziłam, że ten niebieski to wcale taki zły nie jest, bo przecież rudziki też mają niebieskie prezenciki. Decyzja zapadła: zawieszki z rudzikami będą niebieskie :) Nadal zastanawiałam się co z reniferami; odwiedziłam wszystkie sklepy z artykułami papierniczymi w Zakopanem i wyobraźcie sobie, ze w żadnym filcu nie było :0 Po prostu niewiarygodne. Dobrze, że koleżanka przypomniała mi o sklepie z artykułami dla plastyków, bo tam udało mi się zdobyć gruby, brązowy arkusz filcu. Innych kolorów nie było, ale co tam; renifery brązowe, to i ramki będą brązowe. Zaopatrzona w te dwa kolory filcu, szybko wycięłam ramki i oprawiłam w nie moje hafty. Przyznam się nieskromnie, że takiego efektu się nie spodziewałam. Wyszły na prawdę pięknie, a jak zobaczyła je mama, to stwierdziła, że wyglądają jak kupne (czyt. kupione w sklepie). Lepszej pochwały nie mogłam usłyszeć :) Ale co tam opinia bliskich (z reguły zawsze mówią pozytywnie ;) czekam na Wasze komentarze na temat zawieszek. Jeśli ktoś z Was dotrwał do końca tej jakże emocjonującej (zwłaszcza dla mnie;) historii powstania zawieszek, dziękuję bardzo za poświęcony mi czas :)
Pora na gotowe zawieszki:
Łącznie wyszły 4 zestawy: rudzik z prezentem i bez *2 oraz renifer uśmiechnięty i śpiący *2. Hafty powstały na kanwie o nieznanej mi ilości oczek, ale na moje oko jest to około 18 ct. Haftowałam pojedynczą nitka muliny DMC i Anchor oraz złotą nitką z poplątanego kłębka. To tyle na dziś, a w kolejnym poście pokażę... :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
PS. PRZYPOMNIENIE: te zawieszki oraz inne ozdoby będzie można nabyć w trakcie trwania Kiermaszu Bożonarodzeniowego w Gminnym Ośrodku Kultury Regionalnej w Kościelisku przy ul. Nędzy Kubińca 76. Kiermasz będzie trwał od 12 do 21 grudnia, a ozdoby będzie można nabyć od poniedziałku do piątku, w godzinach od 9:00 do 16:00. Zdjęcia wszystkich ozdób wystawionych na sprzedaż znajdziecie na Naszym fanpage na Facebook w albumie "Kiermasz Bożonarodzeniowy 2016". Zapraszamy :)
dopiero co pokazałam Wam kartki świąteczne, a już przychodzę z kolejnymi ozdobami. Możecie się teraz spodziewać zwiększonej ilości wpisów, gdyż chcę wszystkie świąteczne przedmioty jakie udało mi się w tym roku zrobić pokazać przed Bożym Narodzeniem, a nie po, no bo jakiż miałoby to sens. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe i nie zanudzę Was swoimi "zróbtosamosiami" :) Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Dziś w roli głównej zawieszki filcowe z haftowanymi rudzikami i reniferami. Ich historia sięga aż października, kiedy to postawiłam pierwsze krzyżyki u reniferów. Szło szybko i przyjemnie, bo hafciki były małe. Wkrótce renifery były gotowe i przyszła pora na rudziki. Z nimi również szybko sobie poradziłam. Z góry wiedziałam, że będą to zawieszki, ale stwierdziłam, że nie będę zamawiać samego filcu tylko poczekam z miesiąc i wtedy zamówię go wraz z innymi rzeczami, które pojawią się na mojej liście życzeń. I tak zleciał mi czas. Przyszła pora szukania filcu i nagle okazało się, ze wcale nie jest to takie proste, bo albo filc był cienki i wiotki, albo interesujące mnie kolory świąteczne (czerwień, zieleń, brąz, biel) zostały wyprzedane. W pewnym momencie z pomocą przyszła Asia, która wysłała mi na próbę arkusz niebieskiego filcu. Gdy tylko otworzyłam kopertę wiedziałam, że to "ten" filc; odpowiednio gruby i sztywny, po prostu taki jakiego szukałam. Napisałam do producenta i po tygodniu dostałam odpowiedź, że sprzedaż możliwa jest tylko w przypadku prowadzenia własnej firmy z artykułami papierniczymi :( Pech to pech. Przeszukałam cały Internet w poszukiwaniu tego konkretnego filcu, a "świątecznych" kolorów brak. Pomyślałam: trudno, trzeba poszukać innej firmy. W ciemno zamówiłam pierwszy lepszy filc o grubości 2 mm, który w opisie miał słowo "sztywny". Paczka przyszła, a w niej filc tylko z nazwy "sztywny". Wiedziałam, że na zawieszki to się on nie nadaje. Już całkiem znudzona tymi poszukiwaniami, jeszcze raz popatrzyłam na arkusz od Asi i stwierdziłam, że ten niebieski to wcale taki zły nie jest, bo przecież rudziki też mają niebieskie prezenciki. Decyzja zapadła: zawieszki z rudzikami będą niebieskie :) Nadal zastanawiałam się co z reniferami; odwiedziłam wszystkie sklepy z artykułami papierniczymi w Zakopanem i wyobraźcie sobie, ze w żadnym filcu nie było :0 Po prostu niewiarygodne. Dobrze, że koleżanka przypomniała mi o sklepie z artykułami dla plastyków, bo tam udało mi się zdobyć gruby, brązowy arkusz filcu. Innych kolorów nie było, ale co tam; renifery brązowe, to i ramki będą brązowe. Zaopatrzona w te dwa kolory filcu, szybko wycięłam ramki i oprawiłam w nie moje hafty. Przyznam się nieskromnie, że takiego efektu się nie spodziewałam. Wyszły na prawdę pięknie, a jak zobaczyła je mama, to stwierdziła, że wyglądają jak kupne (czyt. kupione w sklepie). Lepszej pochwały nie mogłam usłyszeć :) Ale co tam opinia bliskich (z reguły zawsze mówią pozytywnie ;) czekam na Wasze komentarze na temat zawieszek. Jeśli ktoś z Was dotrwał do końca tej jakże emocjonującej (zwłaszcza dla mnie;) historii powstania zawieszek, dziękuję bardzo za poświęcony mi czas :)
Pora na gotowe zawieszki:
Łącznie wyszły 4 zestawy: rudzik z prezentem i bez *2 oraz renifer uśmiechnięty i śpiący *2. Hafty powstały na kanwie o nieznanej mi ilości oczek, ale na moje oko jest to około 18 ct. Haftowałam pojedynczą nitka muliny DMC i Anchor oraz złotą nitką z poplątanego kłębka. To tyle na dziś, a w kolejnym poście pokażę... :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
PS. PRZYPOMNIENIE: te zawieszki oraz inne ozdoby będzie można nabyć w trakcie trwania Kiermaszu Bożonarodzeniowego w Gminnym Ośrodku Kultury Regionalnej w Kościelisku przy ul. Nędzy Kubińca 76. Kiermasz będzie trwał od 12 do 21 grudnia, a ozdoby będzie można nabyć od poniedziałku do piątku, w godzinach od 9:00 do 16:00. Zdjęcia wszystkich ozdób wystawionych na sprzedaż znajdziecie na Naszym fanpage na Facebook w albumie "Kiermasz Bożonarodzeniowy 2016". Zapraszamy :)
25 września 2016
Rudzik z jarzębiną cz. 3
Kochani czytelnicy,
wiem jak bardzo oczekiwaliście rudzika, dlatego dziś pokażę go w pełnej krasie. Na początku chciałam Wam jednak podziękować za wiele pozytywnych komentarzy pod postami dotyczącymi rudzika. Nie sądziłam. że będzie on aż tak wyczekiwany. Haft ukończyłam około 3 tygodni temu, jednak dużo czasu spędzanego w pracy uniemożliwiało mi pokazanie efektu końcowego. Zapraszam, obejrzyjcie mojego, jakże jesiennego rudzika :)
Mam wrażenie, że poniekąd mam jakiegoś pecha w czasie haftowania; zawsze coś się u mnie dzieje ;) Otóż, kiedy ostatnio pokazywałam Wam mniej więcej w połowie wyhaftowanego rudzika, nabrałam dużych chęci, by szybko go skończyć. Duża zasługa w tym Was, którzy motywowaliście mnie do dalszej pracy. Kiedy w końcu po kilku dniach skończyłam rudzika, od razu chciałam zrobić sesję zdjęciową i napisać nowy post, ale okazało się to nie lada wyzwaniem z powodu... jarzębiny. Tak, jarzębina, którą chciałam wykorzystać do zdjęć była nie do zdobycia. Głównymi sprawcami jej zniknięcia były kwiczoły, które całymi stadami pałaszowały w okolicy wszystko co się tylko dało, w tym jarzębinę. Ptaki te po prostu przygotowywały się na zimę. Cóż, jedyne co mi w takiej sytuacji pozostało, to wybrać się na dłuższy spacer i z nadzieją szukać choćby jednego grona jarzębiny. Efekt moich leśnych wędrówek oceńcie już sami :)
Sam proces haftowania był nawet przyjemny, no może z wyjątkiem haftowania konturów jarzębiny. Len, na którym pracowałam ma równy i jednocześnie bardzo gęsty splot, dlatego i krzyżyki są równe, ale jednocześnie bardzo małe; mają wymiary 2 mm na 2 mm.
Poniżej możecie zobaczyć zbliżenie na rudzika i jarzębinę:
Kochani, w niedalekiej przyszłości planuję jeszcze pokazać Wam gotową poszewkę na poduszkę, na pewno przed Bożym Narodzeniem. Cały czas szukam sklepu, który będzie bogaty w wybór sznurków do wszywania, ale póki co natrafiam na pojedyncze sztuki w podstawowych kolorach, a potrzebuję czegoś zupełnie w innym kierunku.
Koniecznie napiszcie, czy rudzik spełnił Wasze oczekiwania i wyobrażenia, bo moje z pewnością :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
wiem jak bardzo oczekiwaliście rudzika, dlatego dziś pokażę go w pełnej krasie. Na początku chciałam Wam jednak podziękować za wiele pozytywnych komentarzy pod postami dotyczącymi rudzika. Nie sądziłam. że będzie on aż tak wyczekiwany. Haft ukończyłam około 3 tygodni temu, jednak dużo czasu spędzanego w pracy uniemożliwiało mi pokazanie efektu końcowego. Zapraszam, obejrzyjcie mojego, jakże jesiennego rudzika :)
Mam wrażenie, że poniekąd mam jakiegoś pecha w czasie haftowania; zawsze coś się u mnie dzieje ;) Otóż, kiedy ostatnio pokazywałam Wam mniej więcej w połowie wyhaftowanego rudzika, nabrałam dużych chęci, by szybko go skończyć. Duża zasługa w tym Was, którzy motywowaliście mnie do dalszej pracy. Kiedy w końcu po kilku dniach skończyłam rudzika, od razu chciałam zrobić sesję zdjęciową i napisać nowy post, ale okazało się to nie lada wyzwaniem z powodu... jarzębiny. Tak, jarzębina, którą chciałam wykorzystać do zdjęć była nie do zdobycia. Głównymi sprawcami jej zniknięcia były kwiczoły, które całymi stadami pałaszowały w okolicy wszystko co się tylko dało, w tym jarzębinę. Ptaki te po prostu przygotowywały się na zimę. Cóż, jedyne co mi w takiej sytuacji pozostało, to wybrać się na dłuższy spacer i z nadzieją szukać choćby jednego grona jarzębiny. Efekt moich leśnych wędrówek oceńcie już sami :)
Sam proces haftowania był nawet przyjemny, no może z wyjątkiem haftowania konturów jarzębiny. Len, na którym pracowałam ma równy i jednocześnie bardzo gęsty splot, dlatego i krzyżyki są równe, ale jednocześnie bardzo małe; mają wymiary 2 mm na 2 mm.
Poniżej możecie zobaczyć zbliżenie na rudzika i jarzębinę:
Kochani, w niedalekiej przyszłości planuję jeszcze pokazać Wam gotową poszewkę na poduszkę, na pewno przed Bożym Narodzeniem. Cały czas szukam sklepu, który będzie bogaty w wybór sznurków do wszywania, ale póki co natrafiam na pojedyncze sztuki w podstawowych kolorach, a potrzebuję czegoś zupełnie w innym kierunku.
Koniecznie napiszcie, czy rudzik spełnił Wasze oczekiwania i wyobrażenia, bo moje z pewnością :)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
24 sierpnia 2016
Rudzik z jarzębiną cz. 2
Kochani czytelnicy,
pracę nad tytułowym rudzikiem zaczęłam po koniec maja, który ze względu na pogodę zachęcał raczej do haftowania motywów jesienno-zimowych niźli wiosennych. Dziś chcę pokazać Wam na jakim etapie haftowania jestem. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Może się wydawać, że zdecydowanie za długo haftuję rudzika i już dawno powinnam go skończyć, ale po drodze wyskoczyło kilka drobniejszych projektów.
Mamy już koniec sierpnia, a to oznacza, że jarzębina zaczyna nabierać głębszych barw. Mam nadzieję, że mój rudzik również nabierze pełniejszych kształtów, a efekt końcowy pokażę już z pięknie dojrzałą jarzębiną. Chociaż na Podhalu jesień już widać i czuć, to przeznaczenie rudzika jest związane z okresem zimowym; mianowicie stanie się ozdobą poszewki dekoracyjnej na Boże Narodzenie razem z innym rudzikiem, ale o tym kiedy indziej ;)
Pracy pozostało już na prawdę niewiele: rudzik musi jeszcze dostać grzbiecik i ogonek, które zostaną wyhaftowane nićmi tworzącymi obecnie jego "włosy". Na końcu powstaną backstitch'e.
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
pracę nad tytułowym rudzikiem zaczęłam po koniec maja, który ze względu na pogodę zachęcał raczej do haftowania motywów jesienno-zimowych niźli wiosennych. Dziś chcę pokazać Wam na jakim etapie haftowania jestem. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)
Może się wydawać, że zdecydowanie za długo haftuję rudzika i już dawno powinnam go skończyć, ale po drodze wyskoczyło kilka drobniejszych projektów.
Mamy już koniec sierpnia, a to oznacza, że jarzębina zaczyna nabierać głębszych barw. Mam nadzieję, że mój rudzik również nabierze pełniejszych kształtów, a efekt końcowy pokażę już z pięknie dojrzałą jarzębiną. Chociaż na Podhalu jesień już widać i czuć, to przeznaczenie rudzika jest związane z okresem zimowym; mianowicie stanie się ozdobą poszewki dekoracyjnej na Boże Narodzenie razem z innym rudzikiem, ale o tym kiedy indziej ;)
Pracy pozostało już na prawdę niewiele: rudzik musi jeszcze dostać grzbiecik i ogonek, które zostaną wyhaftowane nićmi tworzącymi obecnie jego "włosy". Na końcu powstaną backstitch'e.
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
19 maja 2016
Rudzik z jarzębiną
Drodzy czytelnicy,
za oknem panują doskonałe warunki pogodowe do haftowania; jest zimno, szaro i deszczowo. W takiej sytuacji wszelkie prace ogrodowe spadają na dalszy plan, a na pierwszy wyłaniają się haftowanki. Jesteście ciekawi co nowego się haftuje? Zapraszam do lektury :)
Muszę przyznać, że tematyka jaką wybrałam nawet nawiązuje do obecnej pogody; jest jesienno-zimowa. Tym razem na ramę powędrował wzór przedstawiający rudzika na gałązce jarzębiny. Rudzik jest moim ulubionym motywem zwierzęcym w hafcie krzyżykowym. Ilekroć napotykam na jakiś wzór, czy to w sieci, czy w gazetkach, od razu mam zamiar go wyhaftować. Efekt jest taki, że mam mnóstwo wzorów, prostszych i tych bardziej skomplikowanych, a następnie problem, który najpierw wybrać. Chciałabym wszystkie wyhaftować od razu :) Przeglądając ostatnio wzory stwierdziłam, że muszę w końcu się na któregoś zdecydować, bo inaczej żadnego nie wyhaftuję. Padło na wzór z ProFilo Punto Croce N. 94. To wydanie ProFilo było pierwszym jakie miałam okazję podziwiać i od razu zakochałam się w tej gazecie. Właściwie nie ma tam żadnego wzoru, którego nie chciałabym wyhaftować; wszystkie są piękne. Gdyby ktoś z Was był w posiadaniu świątecznego wydania ProFilo z 2014 roku i zechciał się ze mną podzielić tymi cudnymi wzorami, będę bardzo wdzięczna i postaram się jakoś odwdzięczyć :)
Wracając do rudzika, jako tło wybrałam szary len o bardzo ładnym, równym splocie, dzięki czemu krzyżyki będą równe (mam taką nadzieję). Początkowo zaczęłam haftować 3 na 3 nitki, ale stwierdziłam, że ptaszek wyjdzie za duży, więc wyprułam niewielki fragment i zeszłam do 2 nitek. Teraz, kiedy mam już odrobinę wyhaftowanego wzoru, wiem, że najlepszym byłoby haftować 2,5 na 2,5 nitki, ale przecież tak się nie da ;)
Kolory haftu to przepiękne beże, jasne brązy i rudości, oczywiście DMC. To moja ulubiona kolorystyka, z resztą związana z jesienią, a ta jest dla mnie najpiękniejszą porą roku :)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się gotowy rudzik. Jestem już 1/3 haftowania i okazuje się, że znowu brakuje mi jednego koloru :/ Straszna ze mnie gapa, tym bardziej, że nie dawno zamawiałam nici. Tym razem nie będę czekała na większe zamówienie tylko dokupię brakującą mulinę w pasmanterii.
Rudzik będzie zdobił poszewkę na poduszkę, których w domu nigdy za wiele, w wręcz odczuwam ich deficyt ;)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
za oknem panują doskonałe warunki pogodowe do haftowania; jest zimno, szaro i deszczowo. W takiej sytuacji wszelkie prace ogrodowe spadają na dalszy plan, a na pierwszy wyłaniają się haftowanki. Jesteście ciekawi co nowego się haftuje? Zapraszam do lektury :)
Muszę przyznać, że tematyka jaką wybrałam nawet nawiązuje do obecnej pogody; jest jesienno-zimowa. Tym razem na ramę powędrował wzór przedstawiający rudzika na gałązce jarzębiny. Rudzik jest moim ulubionym motywem zwierzęcym w hafcie krzyżykowym. Ilekroć napotykam na jakiś wzór, czy to w sieci, czy w gazetkach, od razu mam zamiar go wyhaftować. Efekt jest taki, że mam mnóstwo wzorów, prostszych i tych bardziej skomplikowanych, a następnie problem, który najpierw wybrać. Chciałabym wszystkie wyhaftować od razu :) Przeglądając ostatnio wzory stwierdziłam, że muszę w końcu się na któregoś zdecydować, bo inaczej żadnego nie wyhaftuję. Padło na wzór z ProFilo Punto Croce N. 94. To wydanie ProFilo było pierwszym jakie miałam okazję podziwiać i od razu zakochałam się w tej gazecie. Właściwie nie ma tam żadnego wzoru, którego nie chciałabym wyhaftować; wszystkie są piękne. Gdyby ktoś z Was był w posiadaniu świątecznego wydania ProFilo z 2014 roku i zechciał się ze mną podzielić tymi cudnymi wzorami, będę bardzo wdzięczna i postaram się jakoś odwdzięczyć :)
Wracając do rudzika, jako tło wybrałam szary len o bardzo ładnym, równym splocie, dzięki czemu krzyżyki będą równe (mam taką nadzieję). Początkowo zaczęłam haftować 3 na 3 nitki, ale stwierdziłam, że ptaszek wyjdzie za duży, więc wyprułam niewielki fragment i zeszłam do 2 nitek. Teraz, kiedy mam już odrobinę wyhaftowanego wzoru, wiem, że najlepszym byłoby haftować 2,5 na 2,5 nitki, ale przecież tak się nie da ;)
Kolory haftu to przepiękne beże, jasne brązy i rudości, oczywiście DMC. To moja ulubiona kolorystyka, z resztą związana z jesienią, a ta jest dla mnie najpiękniejszą porą roku :)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się gotowy rudzik. Jestem już 1/3 haftowania i okazuje się, że znowu brakuje mi jednego koloru :/ Straszna ze mnie gapa, tym bardziej, że nie dawno zamawiałam nici. Tym razem nie będę czekała na większe zamówienie tylko dokupię brakującą mulinę w pasmanterii.
Rudzik będzie zdobił poszewkę na poduszkę, których w domu nigdy za wiele, w wręcz odczuwam ich deficyt ;)
Do rozdzielenia kolejnej nitki :)
M.
Etykiety:
animal motif,
cross stitch,
DIY,
haft krzyżykowy,
len,
linen,
motyw zwierzęcy,
pillowcase/sham,
poszewka na poduszkę,
zrób to sam
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































